contrast7.jpgcontrast14.jpgcontrast11.jpgcontrast4.jpgcontrast2.jpgcontrast6.jpgcontrast13.jpgcontrast1.jpgcontrast15.jpgcontrast10.jpgcontrast12.jpgcontrast9.jpgcontrast8.jpg

KSIĄDZ PIOTR BAJKIEWICZ

KSIĄDZ PIOTR BAJKIEWICZ (1898-1940)

Pierwszy grób, na jaki się natkniemy wchodząc główną bramą na janowski cmentarz, należy do Rozalii Zawisza – matki byłego proboszcza Michała Zawiszy, oraz ks. Piotra Bajkiewicza. Kim był ten kapłan? Jak z Litwy trafił do naszego miasta, by tutaj zakończyć życie?

Ksiądz Piotr Bajkiewicz urodził się 7 kwietna 1898 r. w Grodnie. Tam pobierał nauki szkolne i ukończył seminarium duchowne. Jako kapłan pracował od 1924 r. w Niemnie (obecnie Brzozówka), gdzie zbudował nowy kościół. Ponadto uczył religii w szkołach w Sielcu, Rudzie i Ogrodnikach. Przemieszczał się motocyklem marki harley co było niezwykłą rzadkością, jak na owe czasy. Od 1927 był kapelanem rezerwy Wojska Polskiego. Był skierowany na studia w Instytucie Papieskim w Rzymie, ale brak potwierdzenia czy te studia odbył. Od 1936 r. został prefektem w Gimnazjum im. Hetmana K. Chodkiewicza w Lidzie. Jedna z jego uczennic, Halina Wilczyńska, wspomina po latach: „Był człowiekiem niezwykłym, obdarzonym szczególną charyzmą, potrafił oczarować młodzież od najmłodszych do najstarszych. […] Około 90% młodzieży wyznania rzymsko-katolickiego należało do Sodalicji Mariańskiej. Mieliśmy swój sztandar, z którym chodziliśmy na procesje. Dziewczynki nosiły specjalne duże medaliki na błękitnych wstążkach, a chłopcy takie same medaliki, tylko z małą błękitną kokardką, przypięte do klapy mundurka. Ksiądz Prefekt miał aparat fotograficzny i zrobił nam mnóstwo zdjęć […]. Organizował wiele wspaniałych wycieczek, np. do Kalwarii Wileńskiej, a do Ostrej Bramy - prawie co roku. Nikogo do niczego nie zmuszał, a wszyscy postępowali tak jak On sobie życzył. Pamiętam, że w każdą pierwszą sobotę miesiąca biegałyśmy około 3-ch km do kościoła na godzinę 6,30 na «Godzinki». Nauczył nas pięknie śpiewać m.in. śpiewów Mszy Gregoriańskiej, Mszy Recytowanej po łacinie itp.

Był obdarzony szczególną charyzmą, patronował harcerstwu, organizował pielgrzymki i wycieczki, zwłaszcza do Ostrej Bramy. Cechowała go olbrzymia tolerancja. Zapraszał, a nawet zachęcał uczniów innych wyznań do uczestniczenia w lekcjach religii i brania udziału w dyskusjach religijnych; często żydzi i prawosławni pozostawali na jego lekcję religii. Zachowywał się dość oryginalnie. Chodził w czarnej pelerynie, której jedna połowa była przerzucona na ramię. Idąc, zresztą dość szybko, zawsze czytał brewiarz nie zwracając pozornie uwagi na to co się dookoła dzieje. Oprócz zeszytów do religii z normalnymi zapisami objętymi programem szkolnym. jego uczniowie mieli również specjalne ozdobne grube zeszyty z tak zwanymi „złotymi myślami”. Inna uczennica, Maria Bukatko, wspomina jedną z tych „myśli”: „Z drogi wytkniętej nigdy nie zbaczaj, / Zawsze cierp, kochaj, milcz i przebaczaj. (A gdy cię będą goryczą napawać - ) Ucz się za kamień chlebem oddawać”.

 

Był ponadto żarliwym patriotą i w tym duchu kształcił młodzież. Jan Stanisławski wspomina niezapomnianego opiekuna duchowego i wychowawcę, wykładowcę religii ks. Piotra Bajkiewicza: „Cieszył się ogromnym autorytetem, wiedzą wszechstronną, jako niezrównany pedagog i przyjaciel młodzieży. Postawa wymagającego dodawała mu autorytetu”.

Po wejściu do Grodna w 1920 roku bolszewików, księży i kleryków poddano okrutnym prześladowaniom i fizycznym znęcaniu się. Również ks. Bajkiewicz był torturowany i miał podcięty język. Mówił przez to niewyraźnie, ale był tak kochany przez wiernych, że nawet nie zauważano tej jego wady.

Gdy 17 września 1939 r. weszli do Polski Sowieci, odżyły jego przykre przeżycia sprzed 19 lat. Dostał ataku serca i uciekł do Wielkopolski, a stamtąd niebawem do Janowa Lubelskiego. Dlaczego do Janowa – nie wiadomo, można jedynie przypuszczać, że znał janowskiego proboszcza, ks. Józefa Dąbrowskiego, który znany był ze swojej patriotycznej endeckiej postawy i antysowieckich poglądów. Inna hipoteza sugeruje, że ks. Piotr Bajkiewicz miał rodzinę w Janowie. Zamieszkiwali tu bowiem Wiktoria i Aleksander Dołęga– Dołęgowscy, a Wiktoria nosiła panieńskie nazwisko Bajkowska. (Grób Aleksandra Dołęgi-Dołęgowskiego jest na janowskim cmentarzu).

Ksiądz Piotr Bajkiewicz po kilku miesiącach pobytu w Janowie zmarł na serce w tutejszym szpitalu i – tu ciekawostka – ks. Dąbrowski nie wpisał go do księgi zmarłych oraz zadecydował, by go pochować w grobie kobiety, Rozalii Zawisza, matki poprzedniego proboszcza. Czyżby w ten sposób chciał go dokładnie ukryć przed zemstą Sowietów?

Józef Łukasiewicz

źródło: „Róża w Rodzinie” nr 2/2013

PODOBNY TEKST NA STRONIE ORDYNARIATU WP:

Ksiądz Piotr Bajkiewicz urodził się 7 kwietna 1898 r. w Grodnie. Tam pobierał nauki szkolne i ukończył seminarium duchowne. Jako kapłan pracował od 1924 r. w Niemnie (obecnie Brzozówka), gdzie zbudował nowy kościół. Ponadto uczył religii w szkołach w Sielcu, Rudzie i Ogrodnikach. Przemieszczał się motocyklem marki harley (1), co było niezwykłą rzadkością, jak na owe czasy. Od 1927 był kapelanem rezerwy Wojska Polskiego (2). Do Lidy został skierowany w 1936 r. Był tam prefektem w Gimnazjum im. Hetmana K. Chodkiewicza. Jedna z jego uczennic, Halina Wilczyńska, wspomina po latach: „Był człowiekiem niezwykłym, obdarzonym szczególną charyzmą, potrafił oczarować młodzież od najmłodszych do najstarszych. […] Około 90% młodzieży wyznania rzymsko-katolickiego należało do Sodalicji Mariańskiej (3). Mieliśmy swój sztandar, z którym chodziliśmy na procesje. Dziewczynki nosiły specjalne duże medaliki na błękitnych wstążkach, a chłopcy takie same medaliki, tylko z małą błękitną kokardką, przypięte do klapy mundurka. Ksiądz Prefekt miał aparat fotograficzny i zrobił nam mnóstwo i zdjęć […]. Organizował wiele wspaniałych wycieczek, np. do Kalwarii Wileńskiej, a do Ostrej Bramy - prawie co roku. Nikogo do niczego nie zmuszał, a wszyscy postępowali tak jak On sobie życzył. Pamiętam, że w każdą pierwszą sobotę miesiąca biegałyśmy około 3-ch km do kościoła na godzinę 6,30 na «Godzinki». Nauczył nas pięknie śpiewać m.in. śpiewów Mszy Gregoriańskiej, Mszy Recytowanej po łacinie itp.” (4).

Był obdarzony szczególną charyzmą, patronował harcerstwu, organizował wycieczki – m.in. do Kalwarii Wileńskiej, do Ostrej Bramy. Cechowała go olbrzymia tolerancja. Zapraszał, a nawet zachęcał uczniów innych wyznań do uczestniczenia w lekcjach religii i brania udziału w dyskusjach religijnych; często żydzi i prawosławni pozostawali na jego lekcję religii. Zachowywał się dość oryginalnie. Chodził w czarnej pelerynie, której jedna połowa była przerzucona na ramię. Idąc, zresztą dość szybko, zawsze czytał brewiarz nie zwracając pozornie uwagi na to co się dookoła dzieje. Oprócz zeszytów do religii z normalnymi zapisami objętymi programem szkolnym jego uczniowie mieli również specjalne ozdobne grube zeszyty z tak zwanymi „złotymi myślami”. Inna uczennica, Maria Bukatko, wspomina jedną z tych „myśli”: „Z drogi wytkniętej nigdy nie zbaczaj, / Zawsze cierp, kochaj, milcz i przebaczaj. / A gdy cię będą goryczą napawać - / Ucz się za kamień chlebem oddawać” (5).

Był ponadto żarliwym patriotą i w tym duchu kształcił młodzież. Jan Stanisławski wspomina niezapomnianego opiekuna duchowego i wychowawcy, wykładowcy religii ks. Piotra Bajkiewicza: „Cieszył się ogromnym autorytetem, wiedzą wszechstronną, jako niezrównany pedagog i przyjaciel młodzieży. Postawa wymagającego dodawała mu autorytetu” (6).

Po wejściu do Grodna w 1920 roku bolszewików, księży i kleryków poddano okrutnym prześladowaniom i fizycznym znęcaniu się. Również ks. Bajkiewicz był torturowany i miał podcięty język. Mówił przez to niewyraźnie, ale był tak kochany przez wiernych, że nawet nie zauważano tej jego wady.

Gdy 17 września 1939 r. weszli do Polski Sowieci, odżyły jego przykre przeżycia z wojny sprzed 19 lat. Dostał ataku serca i uciekł do Wielkopolski, a stamtąd do Janowa Lubelskiego. Dlaczego do Janowa – nie wiadomo, można jedynie przypuszczać, że znał janowskiego proboszcza, ks. Józefa Dąbrowskiego, który znany był ze swojej patriotycznej postawy i antysowieckich poglądów. Inna hipoteza sugeruje, że ks. Piotr Bajkiewicz miał rodzinę w Janowie. Zamieszkiwali tu bowiem Wiktoria i Aleksander Dołęga–Dołęgowscy, a Wiktoria nosiła panieńskie nazwisko Bajkowska. (Grób Aleksandra Dołęgi-Dołęgowskiego jest na janowskim cmentarzu).

Ksiądz Piotr Bajkiewicz po kilku miesiącach pobytu w Janowie zmarł na serce w tutejszym szpitalu i – tu ciekawostka – ks. Dąbrowski nie wpisał go do księgi zmarłych oraz zadecydował, by go pochować w grobie kobiety, Rozalii Zawisza, matki poprzedniego proboszcza. Czyżby w ten sposób chciał go dokładnie ukryć przed zemstą Sowietów?

Przypisy:

  • Nowogródzki Dziennik Wojewódzki, Nr 33, 28 XII 1931.
  • Roczniku oficerski rezerw 1934.
  • Sodalicja Mariańska (Kongregacja Mariańska, łac. Congregatio Mariana, pol. Przyjaciele Maryi) – katolickie stowarzyszenie świeckich, którego celem jest łączenie życia chrześcijańskiego ze studiami.
  • „Ziemia Lidzka” nr 1 z lutego 2005.
  • „Ziemia Lidzka" nr 5/6 z lutego 1992.
  • „Ziemia Lidzka" nr 1 z lipca 2005.

Józef Łukasiewicz

źródło: http://ordynariat.wp.mil.pl/pl/378_15747.html

INNE ŹRÓDŁA:

Dwóch poznałem w życiu budowniczych kościołów i obaj byli bardzo do siebie podobni. Ten pierwszy to ks. Piotr Bajkiewicz pochodzący z Grodna. Był ponadto żarliwym patriotą i patronował harcerstwu, ale jak się dowiedział, że oprócz Niemców także Sowieci wkroczyli do Polski nie mógł tego znieść i po chwili umarł na zawał serca.

źródło:www.filipini.poznan.pl/art.php%3Ftresc-430%26lang%3Dde+&cd=7&hl=pl&ct=clnk&gl=pl

Wzruszenie ukradło mi słowa

Dlaczego moje wzruszenie było aż tak ogromne? Czym dla nas, uczniów lidzkiego gimnazjum była Sodalicja Mariańska, organizacja pozostająca pod duchowym przewodnictwem naszego wspaniałego księdza prefekta Piotra Bajkiewicza?

Zacznę od początku. Kiedy dnia 1 września 1937 r., na Mszy św. z okazji rozpoczęcia nowego roku szkolnego, przedstawiano nam nowego prefekta naszego gimnazjum, ks. Piotra Bajkiewicza, część rodziców była bardzo niezadowolona, bo ksiądz jakoś niewyraźnie mówił, jakby miał jakąś wadę wymowy. Podobno była nawet delegacja u biskupa, żeby Go zmienić. Okazało się, że ks. Piotr był w 1920 r. torturowany przez bolszewików i miał podcięty język. Po jakimś czasie, kiedy już dobrze poznaliśmy naszego prefekta, pokochaliśmy go tak bardzo, że nawet nie zauważaliśmy tej jego wady. Niektórzy już teraz tego nie pamiętają.

Ksiądz Piotr Bajkiewicz był człowiekiem niezwykłym obdarzony szczególną charyzmą, potrafił oczarować młodzież niezwykle interesująco. Cechowała go olbrzymia tolerancja i ekumenizm. Zapraszał, a nawet zachęcał, by uczniowie innych wyznań uczestniczyli w naszych lekcjach tak, że często nasi koledzy Żydzi i prawosławni pozostawali z nami na religię i brali udział w naszych dyskusjach religijnych. Wprowadził oprócz zeszytów do religii z normalnymi zapisami, objętymi programem szkolnym, specjalne, ozdobne grube zeszyty, z tak zwanymi "Złotymi myślami". Jedną z nich zacytowała po 54 latach nasza szkolna koleżanka, żyjąca do dzisiaj w Lidzie, Marysia Bukatko-Serafinowicz, pisząc, że zawsze miała w pamięci słowa ks. Bajkiewicza:

Z drogi wytkniętej nigdy nie zbaczaj

Zawsze cierp, kochaj, milcz i przebaczaj,

A gdy cię będą goryczą napawać -

Ucz się za kamień chlebem oddawać.

Ks. Piotr nigdy nikogo do niczego nie zmuszał, a wszyscy postępowali tak jak on sobie tego życzył. Pamiętam, że w każdą sobotę biegałyśmy około 3 km (z koszar 77 p. piech) do kościoła na 6.30 rano na "Godzinki". Nauczył nas śpiewanej Mszy Gregoriańskiej, wiele pięknych pieśni kościelnych, Mszy św. recytowanej po łacinie itp. Ksiądz prefekt sprawił, że Sodalicja Mariańska stała się tak liczną organizacją w naszym gimnazjum. Jak wynika z danych prezentowanych na wystawie w gimnazjum, na zakończenie roku szkolnego 1938/1939 w Sodalicji było aż 166 członków, z tego 60 chłopców.

Mieliśmy właśnie swój piękny sztandar, z którym chodziliśmy na procesję (co widać na zdjęciu załączonym do artykułu) i uczestniczyliśmy w uroczystościach kościelnych. Dziewczynki nosiły wtedy specjalne, duże medaliki na szerokich, błękitnych wstążkach, a chłopcy takie same, tylko nieco mniejsze, z małą błękitną kokardką przypiętą do klapy mundurka.

Jeździliśmy na wiele wycieczek, np. do Kalwarii Wileńskiej i kilka razy do Wilna, do Ostrej Bramy, na Rossę i zwiedzaliśmy dużo innych zabytków Wilna. Ksiądz prefekt miał aparat fotograficzny i robił nam często zdjęcia (oczywiście rozdawał je bez żadnej opłaty) tak, że w moich przedwojennych lidzkich fotografiach na 107 sztuk aż 47 jest od księdza.

Halina Chlopek-Wilczyńska

źródło: http://pawet.net/zl/zl/1994_15/9.html

Kiedy dnia 1-go września 1937 roku na Mszy św. z okazji rozpoczęcia nowego roku szkolnego przedstawiono nam nowego prefekta naszego gimnazjum Księdza Piotra Bajkiewicza - część rodziców była bardzo niezadowolona, bo ksiądz jakoś nie bardzo wyraźnie mówił, jakby miał jakąś wadę wymowy. Podobno nawet była delegacja u biskupa, żeby go zmienić.

 

                                                                                                                   
Foto: 8.05.1938 r., w czasie rozbierania dekoracji po akademii organizowanej przez Sodalicję; od lewej: Hela Borysewicz, Basia Ertel, Wanda Dobrowolska, ks. Piotr Bajkiewicz, Antoni Bela, Mela Baranowska, Halina Chłopek, Wala Marcinanis

Okazało się, że ksiądz Piotr był w 1920 roku torturowany przez bolszewików i miał podcięty język. Po jakimś czasie, kiedy już dobrze poznaliśmy naszego prefekta, pokochaliśmy go tak bardzo, że nawet nie zauważaliśmy tej jego wady. (Niektórzy nawet już teraz tego nie pamiętają.) Ksiądz Prefekt Piotr Bajkiewicz był człowiekiem niezwykłym, obdarzonym szczególną charyzmą, potrafił oczarować młodzież od najmłodszych do najstarszych. Chyba w żadnym innym gimnazjum w całym kraju nie było tak licznej organizacji Sodalicji Mariańskiej jak u nas. Około 90% młodzieży wyznania rzymsko-katolickiego należało do Sodalicji Mariańskiej. Mieliśmy swój sztandar, z którym chodziliśmy na procesje. Dziewczynki nosiły specjalne duże medaliki na błękitnych wstążkach, a chłopcy takie same medaliki tylko z małą błękitną kokardką przypięte do klapy mundurka.

Ksiądz Prefekt miał aparat fotograficzny i zrobił nam mnóstwo i zdjęć (na 107 zdjęć w moich przedwojennych lidzkich zbiorach jest aż 47 wykonanych przez Księdza Prefekta). Organizował wiele wspaniałych wycieczek, np. do Kalwarii Wileńskiej, a do Ostrej Bramy - prawie co roku. Nikogo do niczego nie zmuszał, a wszyscy postępowali tak jak On sobie życzył. Pamiętam, że w każdą pierwszą sobotę miesiąca biegałyśmy około 3-ch km do kościoła na godzinę 6,30 na "Godzinki". Nauczył nas pięknie śpiewać. W dniu 1.VI.1938 otrzymałam od księdza "Śpiewnik Kościelny X. Jana Siedleckiego" w wydaniu jubileuszowym (1878-1923). Nauczył nas śpiewów Mszy Gregoriańskiej, Mszy Recytowanej po łacinie itp.

Wykłady na lekcjach były niezwykle interesujące. Cechowała Go olbrzymia tolerancja. Zapraszał, a nawet zachęcał, aby uczniowie innych wyznań uczestniczyli w naszych lekcjach religii i brali udział w naszych dyskusjach religijnych i często nasi koledzy żydzi i prawosławni pozostawali z nami na religię.

Wprowadził oprócz zeszytów do religii z normalnymi zapisami objętymi programem szkolnym również specjalne ozdobne grube zeszyty z tak zwanymi "złotymi myślami". Sam zachowywał się dość oryginalnie. Chodził w czarnej pelerynie, której jedna połowa była przerzucona na ramię. Idąc, dość zresztą szybko, zawsze czytał brewiarz nie zwracając pozornie uwagi na to co się dookoła dzieje. Ksiądz Prefekt Piotr Bajkiewicz - prefekt Gimnazjum imienia Hetmana Karola Chodkiewicza w Lidzie na zawsze został w pamięci swoich uczniów.

W gazecie "Ziemia Lidzka" nr 5/6 z lutego 1992 w artykule "Lidzkie szkoły" wspomina moja koleżanka Maria Bukatko: "W naszej szkole uczył także zacny prefekt, ksiądz Bajkiewicz. Był to nadzwyczajny kapłan. Prawdziwy z powołania. Wkuwaliśmy u niego zasady religii tak dogłębnie, że wszyscy uczniowie pozostali na zawsze katolikami i dobrymi chrześcijanami. Wszystko, co mówił ks. Bajkiewicz było proste i naturalne. Ceniliśmy Go za to nadzwyczajnie".

Ta sama Marysia Bukatko w swoim liście z dnia 1.XII.1992 do mojej siostry Danusi cytuje jedną ze "złotych myśli": "Zawsze miałam w pamięci słowa ś. p. Księdza Bajkiewicza

Z drogi wytkniętej nigdy nie zbaczaj,

Zawsze cierp, kochaj, milcz i przebaczaj.

A gdy cię będą goryczą napawać -

Ucz się za kamień chlebem oddawać".

http://pawet.net/zl/zl/2005_65/5.html

ZDJĘCIA Z JANOWSKIEGO CMENTARZA:

INNE ZDJĘCIA:

Z MAMĄ I SIOSTRAMI

 

 

JÓZEF ŁUKASIEWICZ

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

WybranskiFamily